Strona:Karol Irzykowski - Z pod ciemnej gwiazdy.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ich. Bankruci działali podziemnie i zatruwali niektóre umysły. Ukrytą ich ideologją było, że jedyną ucieczką a zarazem jedynem konsekwentnem zakończeniem świata jest przemienienie go w ową Myśl Anaxagorasa, z której był ongi powstał. Gdy cała przeszłość przedstawiała się już tylko jako myśl, to samo mogło się stać z przyszłością i teraźniejszością. Myśl pozostanie tym jedynym suchym kamieniem, który się wynurzy z fal entropji.
Wszędzie w przyrodzie spostrzegali zjawiska ostatecznej, niezrozumiałej krystalizacji i zakończenia i widzieli w nich symbol nie kosmicznej lecz filozoficznej katastrofy, która ma spotkać ziemię i świat. Zamiar Nadziejowców wydawał się im niezmiernie materjalistycznym.
I Bankruci mieli swoją poezję i poetów. Niekoniecznie w ścisłym związku i zgodzie z najgłębszemi misterjami swej grupy uprawiali oni i rozwijali legendę o Ostatnim Człowieku. Odgadywano wyobraźnią jego wrażenia, myśli, postać. A obok poetów zagnieździli się spirytyści, wywołujący duchów przyszłości. Na ich posiedzeniach zbiorowe marzenia ludzi zgęszczały się w cząstkowe, poszarpane wizje. Chodziła wieść, że tu i ówdzie pokazywał się Ostatni Człowiek. W ten sposób stronnictwo Bankrutów, którego szczyty pogrążone były w nieprzystępnej i mglistej filozofji, nieco się spopularyzowało i pomimo prześladowań wywierało duży wpływ.
Zbliżył się wreszcie dzień przełomowy, witany drżeniem wszystkich serc. Miejsce, skąd miała się wznieść „Nadzieja“, otoczyły tysiące ludzi, w szerokim łuku amfiteatralnym. Metalowy pojazd błyszczał wspaniale na rusztowaniu, na jego iglicy sztandar tęczowy.
Wśród głosów muzyki i oklasków wprowadzono odważnych i zadumanych trochę pasażerów. Kłaniali się