Strona:Karol Irzykowski - Z pod ciemnej gwiazdy.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


buchały co do tego, które dzieła sztuki ma się uznać za nieśmiertelne, czy też godne nieśmiertelności.
Każdy naród miał swoje pretensje, a wśród narodu każde stronnictwo, każda szkoła, każda indywidualność. Gdyby całą ilość śmieszności, jaka się przytem ujawniła, można było zamienić na energję kinetyczną, „Nadzieja“ byłaby rychło zaopatrzona. Przychodziło do zatargów międzynarodowych, omal do wojen, które groziły już udaremnieniem całego przedsięwzięcia.
Wreszcie zgodzono się na to, że większe narody mają dostarczyć po jednym, mniejsze po pół centnara nieśmiertelności.
Nadto miano wybrać 12 najdorodniejszych młodzieńców rasy białej i żółtej i takąż liczbę dziewic w celu przyszłego rozmnożenia ludzkości na nowej gwieździe, która pięknemi wieczorami pełna uroku wschodziła na horyzoncie, mrugając brylantowemi rzęsami ku stęsknionym do niej ludziom i ku warsztatowi, na którym się kuła „Nadzieja“.
Było tylko jedno nieliczne stronnictwo, które wyszydzało te zabiegi około przyszłości. Uczyło: niech ziemia da innym planetom spokój, niech nie narzuca im marności swoich, a zostawi im rozwój swobodny i niezależny. Może tam żyją już jakieś istoty rozumne, dla których my będziemy natrętnemi pluskwami. Korzystajmy lepiej z tych ostatnich wieków na ziemi po to, aby otoczyć swój zgon jak najpiękniejszą aureolą, umrzeć we własnej chwale, aktorzy i jedyni widzowie zarazem. Niechaj się dopełni los ziemi.
Tych ludzi zrazu prawie nikt nie słuchał; nazwano ich Bankrutami.
Stronnictwo romantyczne, które się już stało stronnictwem rządowem we wszystkich krajach, prześladowało