Przejdź do zawartości

Strona:Karol Irzykowski - Nowele.pdf/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

szedł odeń i przytuliwszy ucho do ściany, usłyszał — nic!
Dowlókłszy się do dzwonka, zadzwonił. A gdy kelner wszedł i zapytał głośno, czego gość sobie życzy, on położył palec na usta i szepnął: pst!
A potem po cichu, jak żeby nie zbudzić nikogo, zapytał:
— Kto zajmuje sąsiedni numer?
— Który?
— Ten.
— Małżeństwo Maran.
Pytający uśmiechnął się i machnął ręką. Dla niego było przecież aż nadto widocznem, że ci państwo podróżują incognito, aby on ich nie poznał.
Ręce mu drżały, lecz kazał służącemu, by go ubrał zupełnie, uczesał, a podczas tej całej czynności dziwił się, że mu ciało tak zesztywniało. Musiał się oprzeć na lasce, którą mu przyniesiono, a służący sprowadził go po schodach.
Nie wiedział całkiem, gdzie ma się udać, ale to czuł, że pod tym dachem przebywać już nie może.