Strona:Karol Dickens - Klub Pickwicka 03.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tydzień za to, że targa mój dzwonek przez dziesięć minut za każdym razem, gdy przechodzi koło mego mieszkania; w niedzielę chłopak mój wpada do kościoła podczas psalmów, właśnie w chwili, gdy nikt niema nic do czynienia, tylko ogląda się dokoła; chłopak woła mię z wielkiem zakłopotaniem. „Oho!“ mówią pobożni, „ktoś musiał nagle zachorować; szukają Sawyera, dawniej Nockemorfa; jak ten młody człowiek ma wiele zajęcia!“
Odkrywszy w ten sposób tajemnice sztuki lekarskiej, pan Bob Sawyer i jego przyjaciel Ben Allen wychylili się na krzesłach i wybuchnęli hałaśliwym śmiechem. Ulżywszy w ten sposób swemu sercu, znów rozpoczęli rozmowę i dotknęli w niej przedmiotu, bezpośrednio obchodzącego pana Winkle.
Zdaje się, iż powiedzieliśmy już w innem miejscu, że pan Benjamin Allen zwykle stawał się bardzo sentymentalny, gdy nieco wypił. Nie jest to jedyny wypadek tego rodzaju, jak możemy stwierdzić sami; gdyż mieliśmy nieraz do czynienia z pacjentami, dotkniętemi tą samą przypadłością. W tym okresie swego żywota pan Allen miał większą niż zwykle skłonność do sentymentalności. Przypadłości te pochodziły stąd, iż już przeszło trzy tygodnie mieszkał u pana Sawyera, który wcale nie odznaczał się wstrzemięźliwością, i nigdy nie doradzał mu, by się chełpił z tego, iż ma mocną głowę. Przez cały ten czas Benjamin wahał się nieustannie między pijaństwem częściowem, a pijaństwem zupełnem.
„Mój przyjacielu“, rzekł on do pana Winkle, korzystając z chwilowej nieobecności Boba, który poszedł do sklepu, aby przystawić pijawki jakiemuś choremu, „mój przyjacielu, jestem bardzo nieszczęśliwy!“
Pan Winkle wyraził pełne swoje ubolewanie, gdy dowiedział się o tem, i zapytał, czy nie może zrobić coś, by ulżyć nieszczęśliwemu studentowi.
„Nie, mój kochany, nie. Czy pamięta pan Arabellę? Moją siostrę Arabellę? Czarnooką panienkę? Nie wiem, czy zwrócił na nią uwagę u pana Wardle. Nieszpetna dziewczyna, panie Winkle. Może moje rysy przypomną panu jej twarz“.
Pan Winkle nie miał, na szczęście, potrzeby uciekać się do tego sztucznego sposobu, by przypomnieć sobie piękną Arabellę, gdyż niezawodnie rysy brata z trudnością przypomniałyby ją jego sercu. Odpowiedział zatem ze spokojem, na jaki mógł się zdobyć, iż doskonale pamięta tę młodą osobę, o której mowa, i że ma nadzieję, iż ma się ona dobrze.
Za całą odpowiedź pan Ben Allen rzekł tylko:
„Nasz przyjaciel, Bob, to dzielny chłopak“.
„Tak jest“, odpowiedział lakonicznie pan Winkle, który nie bardzo lubił zestawienia tych dwóch imion.