Strona:Karol Dickens - Klub Pickwicka 02.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uwielbiam obie, że je szanuję i kocham (oklaski i łkania). Ojciec nowozaślubionej, mój dobry przyjaciel tu obecny, jest to charakter szlachetny, i dumny jestem z tego, że go znam (wielki hałas). Człowiek to zacny, niezależny, serdeczny, gościnny, hojny (wielki krzyk ubogich krewnych przy każdym z tych przymiotników, a zwłaszcza przy dwóch ostatnich). Oby córka jego miała tyle szczęścia, ile on sam jej życzy, oby w spoglądaniu na to szczęście znajdował wszystką rozkosz, jakiej jest godzien. Takie są, jestem tego pewny, życzenia nas wszystkich. Pijmy więc za zdrowie nowożeńców, życząc im długiego życia i wszelkiej pomyślności!“
Pan Pickwick przestał mówić wśród prawdziwej burzy okrzyków. Szczególnie płuca domowników odznaczyły się przy tem swym czynnym i donośnym udziałem, pod dowództwem Sama. Potem pan Wardle wzniósł zdrowie pana Pickwicka, a pan Pickwick starej damy. Pan Snodgrass wzniósł zdrowie pana Wardle, a pan Wardle pana Snodgrassa. Jeden z ubogich krewnych wzniósł zdrowie pana Tupmana, drugi pana Winkle, wszyscy ucztowali i weselili się aż do chwili tajemniczego zniknięcia dwóch ubogich krewnych pod stołem, co oznajmiło towarzystwu, że czas rozejść się.
W myśl rady pana Wardle, męska część towarzystwa wybrała się na przechadzkę, by wyparować z siebie wino. Tylko dwaj ubodzy krewni pozostali przez cały dzień w łóżku, by osiągnąć ten sam rezultat, lecz wobec bezowocności tych usiłowań, musieli leżeć dalej. Sam utrzymywał bezustanną wesołość pomiędzy służbą, a pyzaty chłopak kolejno to jadł, to spał...
Obiad był tak serdeczny i hałaśliwy, jak śniadanie, potem nastąpił deser i nowe toasty, potem herbata, wreszcie bal.
Największa sala w Manor Farm ma miły wygląd, dobrą długość, ciemne parapety, wysoki gzyms u kominka a kominek sam takich rozmiarów, że nasze dorożki razem z końmi mogłyby tam wygodnie wjechać. U jej końca, pod altaną z zieleni, zasiadło dwoje skrzypków i jedyna w Muggletonie harfiarka. We wszystkich kątach, wszędzie, gdzie tylko mogły zmieścić się, błyszczały stare, srebrne, ciężkie świeczniki. Dywany zdjęto z podłogi, ogień buchał w ogromnym kominie, wesołe śmiechy i gwar rozlegały się wszędzie.
Jeżeli co mogło jeszcze podnieść interesujący charakter tej miłej sceny, to nieprawdopodobny fakt, że pan Pickwick ukazał się tym razem bez kamaszów, po raz pierwszy w życiu, jak jednogłośnie utrzymują najdawniejsi jego przyjaciele.
„Czy zamierzasz tańczyć?“ zapytał go pan Wardle.