Strona:K. Wybranowski - Dziedzictwo.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odszukał kartkę, pozostawioną przez stryja, przeczytał ją uważnie a podszedł do starej makaty, zawieszonej na ścianie. Odchylił ją, znalazł zamek i zaczął układać podaną na kartce kombinację. Po dłuższej chwili otworzyły się ciężkie drzwi stalowe. Na górze leżały paczki banknotów polskich i amerykańskich, razem pewnie z kilkadziesiąt tysięcy złotych. Obok nich poustawiane były w stosiki złote suwereny angielskie oraz pięcio i dziesięciodolarowki amerykańskie na taką samą mniejwięcej sumę Przy nich leżało trochę kosztowności, między innemi sygnet Twardowskich. Na dole leżał szereg kluczy większych i mniejszych z kartkami, oznaczającemi, do czego służą. Więcej nic.
Twardowski zamknął kasę, odszukał swą książkę, którą w drodze zaczął czytać, i pogłaskawszy na dobranoc leżącego na swym dywaniku Pioruna, położył się do łóżka.
Może w Warszawie dowie się, kto to jest Kolmar. Tylko nikogo nie trzeba pytać.

V.

Cały dzień prawie zajęło Twardowskiemu przeglądanie papierów stryja. Znalazł je w doskonałym porządku, co go zmartwiło. Wiedział zgóry że znajdzie w nich tylko to, co zmarły chciał zostawić, że nie zawieruszył się tam ani jeden świstek, z punktu widzenia stryja niepotrzebny. Przyczynków do rozwiązania męczącej go zagadki nie można było oczekiwać. Niemniej przeto znalazł wiele rzeczy, które go zainteresowały i które postanowił później przestudjować.
Były tam stare papiery rodzinne Twardowskich. Osobno — te jedynie w pewnym nieładzie schowane były wszelkiego rodzaju dokumenty, listy, notatki, pozostałe po ojcu Zbigniewa. Znalazł tam nawet swoje cenzurki szkolne. Główną część tego archiwum stanowiły papiery osobiste stryja przeważnie dotyczące spraw przemysłowych i handlowych, któremi się zmarły zajmował swego czasu. Wyglądało to tak, że można było na ich podstawie całą jego działalność odtworzyć. Był wreszcie cały szereg rękopiśmiennych referatów, memorjałów w kwestjach przemysłowych i handlowych, a obok tego i w politycznych, co bardzo Zbigniewa zdziwiło. Ostatnie nosiły daty sprzed roku 1911, najdalej z początku 14-go. Z czasów późniejszych nic poza korespondencją z bankami w których miał złożone kapitały, i poza papierami dotyczącemi Turowa.
Grzegorz połączył się telefonicznie z mieszkaniem warszawskiem, którem opiekował się służący Michał i jego żona, i kazał je przygotować na dzień jutrzejszy dla swego pana.
Nazajutrz Twardowski wsiadł w limuzynę i pojechał do Warszawy.
Po przyjeździe kazał sobie zaraz podać spis abonentów telefonów i szukał w nim Kolmara. Spotkał go zawód — nazwiska tego nie było. Może już nie żyje — pomyślał ze swego rodzaju żalem. Potem zadzwonił do Osieckiego i zamówił się do niego na dzień następny. Z wolnej reszty popołudnia i z wieczora skorzystał, żeby się przyjrzeć Warszawie, której prawie nie znał. Zrobiła na nim przykre wrażenie; za wiele biedy, za wiele hałasu i brudu, nieharmonijna mieszanina Wschodu z Zachodem.
Z adwokatem rozmawiał tylko o interesach, wziął od niego dokumenty, które mu były potrzebne, i wystawił plenipotencję, powierzając mu prowadzenie spraw swoich. Zawiadomił go o swym zamiarze zamieszkania na

29