Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Marcandier.
Za pozwoleniem... jaka gorączka z pana! — Pańskie 300.000 fr! — Ale cóż znowu! — Byłby to interes połączony ze stratą!
Frontignac.
Z moją stratą — wiem o tem.
Marcandier.
Pan żartuje!... Już wcale dobrze ne wyglądasz....
Frontignac.
Jakto?
Marcandier.
Z dnia na dzień mogę mieć tę błogą nadzieję. —
Frontignac.
Będziesz pan cicho! czy myślisz, że to wielka przyjemność dla mnie gdy mówisz