Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Roquamor.
Nie udało mi się złapać — ani jednego chłodnika jeszcze... oprócz szklanki orszady.
1szy Gość.
Co to za bal! Boże zmiłuj się! — Nie ma zarządu — nie ma ani ładu ani składu — Widziałeś pan jak się przed chwilą rzucili na tę nieszczęśliwą tacę!.. Piękne wychowanie! —
2gi Gość (pijąc poncz)
Sądzisz pan, że gospodarz ma o wiele lepsze wychowanie?! — Wierzaj mi — jaki pan taki kram — i odwrotnie. (po chwili) Do licha, cóż za obrzydliwy poncz...
Roquamor (wściekły)
Mój Panie!!