Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


za światło, poncz, lody, muzykę etc... i nie zważają na mnie wcale. Nikt mi się nawet nie kłania. Przeciwnie, fukają, potrącają, obrażają mnie.... Dam ja im bal na drugi raz!.. (po chwili) Ależ gorąco!... Cały jestem spocony!.. (wchodzi lokaj z tacą lodów) A chłodniki! Dawaj-że!
Lokaj.
Przepraszam pana.... damy przedewszystkiem mają pierwszeństwo... (wychodzą ze sali goście — tłumnie rzucają się na tacę — wypróżniając ją w jednej chwili) Powoli, panowie! za pozwoleniem!
Roquamor.
Oh!!
Marcandier (zajadając spokojnie lody)
Wyborne!