Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


2gi Gość.
W ten sam sposób i ja zostałem wprowadzony. Słyszałem tylko, że jego żona ma być zachwycającą blondynką.
1szy Gość
Żona Roquamora? — A tak, Antonia jest ładna.... rzeczywiście... bardzo ładna, ale... brak jej — tego.... (pokazuje na piersi)... tuszy.... rozumiesz pan... ja zaś lubię kobiety dobrej tuszy. (po chwili) Patrzno pan jak mój kapelusz wygląda! Całkiem nowy... Kupiłem go wczoraj... Doprawdy nieznośnie prędko niszczą się rzeczy na balach....
Marcandier (wchodzi z Imbertem)
(słysząc ostanie słowa) Ogólne prawidło: idziesz na bal, bierz stary kapelusz.
Imbert (patrząc na nowy kapelusz