Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Najszczęśliwsze! Czy stryj mój oszalał? Co znaczyły te słowa? Czem się tłomaczył uśmiech jego i ten dziwny spokój?
— Jakto! — zawołałem, — jesteśmy na miejscu wybuchu! Fatalizm rzucił nas na drogę rozpalonej lawy, skał w ogniu, wód wrzących, będziemy wyrzuceni, porwani razem z kamieniami i deszczem popiołu, w płomienie!.. I to jest najszczęśliwsze?
— Tak, — odpowiedział profesor, — gdyż jest to jedyny dla nas sposób wydostania się na powierzchnię ziemi!
Zrozumiałem nareszcie! Stryj miał rację...
Nagle, zostaliśmy wyrzuceni przez wstrząs gwałtowny do góry wraz z naszą tratwą.
Pod tratwą gotowała się woda, pod wodami była lawa...
Znajdowaliśmy się w kominie wulkanu. Nie było już wątpliwości.
Ale tym razem, zamiast w wygasłym kominie Sneffels, byliśmy w kominie czynnego wulkanu.
Zapytywałem siebie teraz, co to za wulkan i w jakiej części świata jesteśmy?
Nie mogło być mowy o południu.
Czyżbyśmy, jak wskazuje kompas, byli pod Islandją? Może wyrzuceni będziemy przez wulkan Heklę?
Ku porankowi zwiększyła się siła ruchu.