Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Do tej pory mieliśmy temperaturę umiarkowaną, teraz widocznie dojeżdżaliśmy do miejsca, gdzie i skały w stanie płynnym się znajdowały.
Bałem się, że wpadniemy w głębię ognia i zwierzyłem się z tem profesorowi.
— Jeśli nie pomrzemy z głodu lub nie potoniemy, to zostaje nam w każdym razie możliwość spalenia się żywcem.
Stryj zadowolił się tylko wzruszeniem ramion i znów zatopił się w swych rozmyślaniach.
Minęła znowu godzina, podczas której nie zdarzyło się nam nic nowego.
Nakoniec stryj przerwał ciszę:
— Trzeba się trochę posilić.
— Posilić się?
— Tak. Trzeba wzmocnić swe siły. Jeśli zdarzy się okazja ocalenia sobie życia, musimy mieć dostateczną moc.
— Mój stryju, cóż znaczy ten kawałeczek mięsa?
— Nic, Axelu, nic. Ale czyż posilisz się lepiej, gdy będziesz na niego patrzał?
— Mówisz, jak człowiek bez silnej woli, bez energji.
— A stryj, czy nie rozpacza?
— Nie! — odrzekł twardo profesor.
— Jakto? Jeszcze wierzy stryj w ocalenie?