Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie dobrze każdej chwili możemy być uratowani.
Korzystajmy więc z najmniejszych okoliczności.
— Ale cóż mamy począć?
— Wzmocnić swe siły pożywieniem.
Na te słowa spojrzałem na stryja ponurym wzrokiem. To, czego nie chciałem mówić, musiałem powiedzieć w tej chwili.
— Mamy jeść? — spytałem.
— Tak, bez zwłoki.
Profesor odezwał się po duńsku do Islandczyka, a ten spuścił głowę.
— Jakto? — wykrzyknął stryj, nie mamy pożywienia?
— Oto co pozostało z naszej żywności; kawałek mięsa na trzy osoby.
— Stryj mój patrzał na mnie, zdając się tego nie pojmować.
— A więc czy i teraz jeszcze myśli stryj, że możemy być uratowani?
Pytanie moje pozostało bez odpowiedzi.
Minęła godzina, zacząłem uczuwać głód.
Towarzysze moi również cierpieli, ale żaden z nas nie tknął tej nędznej reszty pożywienia.
Pędziliśmy wciąż z ogromną szybkością.
Chwilami wicher zapierał nam oddech. Gorąco dochodziło do czterdziestu stopni.
— Co znaczyła ta gwałtowna przemiana?