Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cisza zapanowała dookoła i gdyby nie poruszania wiosłem, wszystko zdawałoby się bez ruchu.
Ku południowi ukazały się nad nami w ogromnej liczbie alki, poczem umieściły się na falach, wydobywając długiemi dziobami z głębi wód rośliny morskie.
Wielkość tych ptaków była nadzwyczajna.
Widziałem alki rozmaite, ale takich olbrzymich w życiu swem nie oglądałem.
Prócz ptactwa widzieliśmy jeszcze mnóstwo jaszczurek i różnokolorowych węży.
Wieczór nadszedł i tak, jak poprzedniego dnia, stan elektryczności nie zmieniał się wcale, zarówno w dzień, jak i w nocy był on jednakowy.
Po kolacji ułożyłem się u stóp masztu i natychmiast usnąłem,
Jan nieruchomy siedział przy sterze, pozwalając płynąć łódce samopas, wiatr był tak pomyślny, że można było puścić łódkę na los szczęścia.
Od czasu naszego odpłynięcia z portu Małgorzaty, profesor Lidenbrock obarczył mię notowaniem swych obserwacji, opisem interesujących zjawisk, kierunku wiatru, szybkości jazdy, wogóle notowaniem wszelkich uwag, dotyczących tej dziwnej żeglugi
W południe Jan przygotował wędkę, uwią-