Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ły port, stryj wyjął swój notes z nazwami odkrytych miejscowości, i chciał zapisać imię portu.
Mianowicie chciał nazwać go mojem imieniem.
— Mój stryju, chciałbym zaproponować inne imię?
— Jakie?
— Port Małgorzaty, to będzie bardzo pięknie wyglądało na mapie.
— Niech więc będzie port Małgorzaty.
I oto wspomnienie mojej ukochanej Małgosi uwieczniło się w naszej wyprawie.
Z północo-wschodu dął wicher, płynęliśmy więc z niezmierną szybkością.
Po upływie godziny stryj mój mógł doskonałe określić szybkość biegu łodzi.
— Jeśli będziemy tak wciąż jechali, to w przeciągu dwudziestu czterech godzin zrobimy trzydzieści mil drogi i niezadługo ujrzymy brzeg przeciwny.
Nie odpowiedziałem nic na to i usiadłem na przodzie tratwy.
Przed mojemi oczami rozciągało się olbrzymie morze.
Duże fale podrzuciły łódź w górę, a gdzie niegdzie ukazywały się srebrzyste płomyki elektryczności.
Wkrótce ziemia znikła nam z przed oczu,