Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


9-go sierpnia i nie pozwalam ci o nic więcej zapytywać, aż dopiero 10-go tegoż miesiąca.
Rzeczywiście, byłem bardzo osłabiony i potrzeba mi było wypoczynku.
Nazajutrz, po przebudzeniu, rozejrzałem się wokoło.
Posłanie moje, urządzone ze wszystkich podróżnych koców, znajdowało się w prześlicznej grocie, ustrojonej we wspaniałe stalagmity, której podłoga usiana była delikatnym piaskiem.
Panował tu mrok, ale zupełnie ciemno nie było. Nie było też zapalonej lampy ani pochodni, natomiast jakieś blaski napływały przez szeroki otwór w tej grocie.
Słyszałem też niezrozumiały szmer, podobny do jęku fal, uderzających o coś twardego.
Pytałem siebie, czy czasem nie śnię, czy mózg mój, wstrząśnięty upadkiem, nie słyszy szmerów, których niema w rzeczywistości.
Ale ani moje oczy, ani moje uszy nie mogły stanowczo łudzić mię pod tym względem.
— To blask dnia, — myślałem, — zagląda przez ten otwór w skałach! Tamto zaś jest szmerem fal.
Czy się mylę, czy nie jesteśmy już we wnętrzu ziemi? Czy stryj mój zrezygnował