Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jan zabrał się do pracy, której ani mój stryj, ani ja nie moglibyśmy dokonać. Pomagaliśmy mu rozbijać skałę, ale nie mieliśmy ani tyle cierpliwości, ani siły, co on. Jan przedewszystkiem uderzał z całej mocy i z ogromnym, jak zwykle, spokojem.
Wyżłobił już otwór szeroki na sześć stóp, naraz dał się słyszeć wyraźniejszy szmer wody i zdawało mi się chwilami, że już czuję wilgoć na ustach
Wkrótce dzida zagłębiła się na dwie stopy w murze. Praca trwała już od godziny, paliła mię niecierpliwość.
Stryj złapał swą włócznię i chciał przebić otwór gdzieindziej, gdy tymczasem rozległ się głośny szmer podziemny. Fala wodna zbliżała się do muru i uderzyła o ścianę sąsiednią.
Jan nawpół obalony na ziemię, nie mógł powstrzymać okrzyku bólu
Zrozumiałem go dobrze, gdy pogrążając swą rękę w wodzie, wydałem również okrzyk gwałtowny. Źródło było gorące.
— Woda o stu stopniach gorąca! — zawołałem.
— Nic nie szkodzi, ochłodnie, — odpowiedział profesor.
Nie zważałem na to, że była gorąca, piłem bezustanku, błogosławiąc płyn, który wra-