Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chwilami zdawał się wznosić ku górze. Zmęczyłem się tak okrutnie, że wkrótce nie byłem w stanie iść dalej.
— A więc, Axelu! — powiedział zniecierpliwiony profesor.
— Nie mogę już dalej, — odparłem.
— Co? Po trzech godzinach tak doskonałej drogi?
— Łatwa droga, temu nie przeczę, ale że męcząca, to fakt!
— Jakto? Przecież wciąż schodzimy w dół.
— Wchodzimy chyba!
— Co? wchodzimy? — odparł stryj, wzruszając ramionami.
— Ależ naturalnie. Od pół godziny niema spadków i idąc w tym kierunku, powrócimy napewno na ziemię Islandji.
Profesor poruszył głową, jak człowiek, który nie chce być przekonanym.
Starałem się nawiązać rozmowę na ten temat, ale profesor nie odpowiadał mi ani słowa, dał tylko znak, żeby iść dalej.
Milczenie jego było dowoden bardzo złego humoru.
Podniosłem swój bagaż i posuwałem się szybko obok przewodnika, starając się nie pozostawać w tyle.