Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


które przy świetle elektrycznem połyskiwały, jak brylanty.
Nie mieliśmy wielkich trudności w przechodzeniu, ale chwilami ślizgaliśmy się po kryształach stalaktytu, i z tego powodu trzeba było podpierać się żelaznym drągiem.
— Jak tu pięknie! — wykrzyknąłem, patrząc na cudne stalaktyty połyskujące dookoła i tworzące ściany. Wydaje się to tak, jakby pouczepiano brylanty na ścianach.
— Widzisz, Axelu! — odrzekł stryj, zadowolony z mego zachwytu. — Znajdujesz to wspaniałem, ale zobaczysz rzeczy jeszcze piękniejsze. Chodźmy!
Tymczasem temperatura nie podnosiła się znacznie, wbrew moim przypuszczeniom.
W dwie godziny po wyprawieniu się w drogę, termometr wskazywał 10 stopni, to znaczy wyżej o 4 stopnie.
Wieczorem, około godziny ósmej, zatrzymaliśmy się.
Jan usiadł natychmiast. Lampy przytwierdziliśmy do pokrywającej ściany lawy.
Znajdowaliśmy się jakby w jaskini, w której nie brakło powietrza.
Przeciwnie. Powiew wiatru szedł ku nam. Skąd on przybywał? W skutek jakiego działania atmosferycznego powstawał? Było to