Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, schodzić będziemy powoli i nasze płuca przywykną do oddychania tą atmosferą.
Aeronautom brak zawsze powietrza, im wyżej wzbijają się w górę; my będziemy mieli go za dużo.
Ale wolę to drugie, niż tamto.
Teraz nie traćmy czasu. Gdzie są rzeczy, rzucone na dno przepaści?
Przypomniałem sobie wtedy, że daremnie szukaliśmy poprzedniego dnia tego bagażu.
Profesor zapytał Jana, a ten, przyjrzawszy się skałom sterczącym dokoła, odrzekł:
— Tam, w górze!
Rzeczywiście, bagaż zaczepił się o wystającą skałę o sto stóp ponad naszemi głowami. Zręczny Islandczyk wdrapał się na skałę i w kilka minut był z bagażem na dole.
Teraz — odezwał się stryj — zajadajmy. A jedzmy, jak ludzie, którzy mają długą drogę przed sobą.
Suchary i suche mięso zakropiliśmy kilku łykami wody z winem.
Po zjedzeniu, stryj wyciągnął z kieszeni notesik, wyjął swe przeróżne instrumenta i zapisał co następuje.

Poniedziałek, 1-go lipca.

Chronometr: 8 g. 17 m. rano,