Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spędził kiedy w domu noc tak spokojną, jak tutaj?
Ani hałasu ulicznego, ani turkotu kół, ani nawoływań kupców.
— Bez wątpienia, — odrzekłem — mamy spokój w tej studni, ale przyznam się, że cisza ta ma w sobie coś przerażającego.
— No! no! — wykrzyknął stryj, — jeśli teraz już się przerażasz, co będzie dalej?
Wszak nie weszliśmy nawet na cal w głąb ziemi!
— Co stryj mówi?
— Chcę powiedzieć, że dopierośmy dosięgli gruntu wyspy. Ta długa tuba, która znajduje się w kraterze Sneffelsu, zbliża się prawie do poziomu morza.
— Czy stryj jest tego pewny?
— Zupełnie pewny. Sprawdź na barometrze.
Rzeczywisście, barometr wskazywał na to, że uszliśmy dopiero dwadzieścia dziewięć stóp.
— Widzisz, — ciągnął stryj, — mamy już tylko ciśnienie atmosferyczne i w tej chwili nie będzie już nam potrzebny barometr, zastąpi go manometr.
— Ale — odezwałem się po chwili — czy nie jest do przewidzenia, że ciśnienie to stanie się dla nas niebezpieczne?