Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


suwaliśmy się po dwieście stóp aż do nieskończoności.
— Teraz, — powiedział stryj, gdy urządzał owo zsuwanie się w dół, — zająć się trzeba bagażami. Trzeba je podzielić na trzy części i każdy z nas swą część umieści na plecach. Jan — ciągnął stryj dalej — weźmie narzędzia i część żywności. Ty, Axelu, też trochę żywności i broń; ja, resztę żywności i instrumentów.
— Ale! — odezwałem się — a odzież, a ta masa sznurów, któż zabierze to wszystko?
— Same zjadą na dół.
— Jakto? — spytałem.
— Zobaczysz.
Stryj mój zarządził, aby Jan związał te rzeczy, o które pytałem i rzucił do przepaści.
Posłyszałem odgłos lecących pakunków, stryj zaś patrzał na toczącą się w przepaść naszą garderobę. Gdy już stracił ją z oczu — rzekł do Jana:
— Dobrze, teraz my zaczynajmy.
Stryj przywiązał na plecach swój pakiet, Jan swój, na mnie zaś włożono mój bagaż.
Zejście w dół odbywało się w ten sposób: na przedzie Jan, za nim ja ze stryjem.
Schodziliśmy wśród najgłębszej ciszy. Od czasu do czasu tylko kamienie, oderwane od skał, staczały się w otchłań.