Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przenikały do głębi wulkanu i uczony był rozgniewany bez miary. Był już 25 czerwiec. Co będzie, jeśli pogoda się nie zmieni?
W takim razie profesor musiałby odłożyć swą podziemną wędrówkę na rok następny.
Uśmiechało mi się to ogromnie, gdyż wciąż jeszcze bałem się tej szalonej podróży.
Wyrazić nie potrafię złości profesora Lidenbrocka, gdy dzień minął i ani jeden promyk nie zajaśniał na niebie. Jan nie ruszał się ze swego miejsca i nie pytał, na co czekamy. Jak zwykle, tak i teraz milczał i obserwował mego stryja.
Stryj mój przez cały czas swego niepokoju i złości nie przemówił do mnie ani słówka.
Oczy miał wciąż zwrócone ku górze i wypatrywał na niebie promyka słońca.
Na drugi dzień, to jest 26-go czerwca, znowu pochmurno. Deszcz ze śniegiem padał przez dzień cały.
Jan zbudował z kawałków lawy chatkę, ja przyglądałem się otaczającym skałom, a stryj, niezadowolony ze wszystkiego, złościł się.
Przyznać trzeba, że w tym wypadku, człowiek nawet dużo cierpliwszy od profesora, miałby powód do gniewu.
Bo i jakże? Doszedł do drzwi, borykał