Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I, podzielając jego zdumienie i radość wyczytałem na południowej stronie bloku, pismem runicznem wypisane nazwisko „Arne Saknussem“.
Ileż razy przeklinałem to nazwisko, które skusiło nas do niebezpiecznej podróży.
Po pewnym czasie zostaliśmy tylko we trójkę: stryj, ja i przewodnik; trzej islandczycy opuścili nas, nie chcąc dalej nam towarzyszyć.
Jan spał spokojnie u stóp skały, w zastygłem z lawy łożysku, natomiast stryj mój kręcił się koło krateru, jak zwierz dziki, osaczony w jamie.
Co do mnie, to nie miałem ani siły, ani chęci się podnieść i biorąc przykład z naszego przewodnika, ułożyłem się u stóp skały.
W ten sposób spędziliśmy pierwszą noc pod ziemią.
Na drugi dzień szare, ciężkie obłoki zawisły nad wierzchołkiem krateru.
Nie podobała mi się ta ciemność, ale wkrótce zaczęła mię interesować inna kwestja.
Oto stryj mój wpadł w gniew straszliwy. Powód był ten, że w rękopisie islandzkiego uczonego napisane było, że tą drogą trzeba się kierować, na którą w końcu czerwca padnie cień. A trzy były drogi.
W skutek pochmurnego nieba promienie nie