Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A tymczasem, — odpowiedział stryj — cudzoziemcy...
— Cudzoziemcy mają u siebie własne bibljotoki, a przedewszystkiem nasi chłopi winni być oświeconymi.
Powtarzam panu: żądza wiedzy jest przyrodzona u Islandczyków.
W 1816-ym roku utworzyliśmy stowarzyszenie literackie, które rozwija się świetnie, należą do niego uczeni. Jeśli pan zechce zrobić nam zaszczyt, panie Lidenbrock, to zapisz się pan do tego stowarzyszenia.
Stryj mój, który już należał do setki różnych stowarzyszeń, przyjął propozycję, czem ogromnie ucieszył profesora.
— Teraz, — odezwał się do mego stryja, — zechciej pan wymienić książki, których potrzebujesz, a postaram się je wydostać.
Spojrzałem na mego stryja. Wahał się z odpowiedzią. W końcu jednak odpowiedział:
— Arnego Saknussema, czy posiadacie?
— Naturalnie.
— Chwała literatury islandzkiej?
— Tak jest, profesorze Lidenbrock.
— Człowiek najsławniejszy?
— Godzę się na to.
— I którego odwaga dorównywała genjuszowi?
— Widzę, że zna go pan dobrze!