Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Napisz te wyrazy, coś pisał dopiero co, na linji horyzontalnej.
Usłuchałem, i napisawszy poprzednie wyrazy i poodłączałem po literze pierwszej, potem drugiej, trzeciej i t. d.
Po ułożeniu w ten sposób wyrazów, wyczytał profesor ku wielkiemu swemu zdumieniu te słowa:
„Kocham cię bardzo, moja mała Małgosiu!“
— Hę! — zawołał profesor.
— Ach! to ty kochasz Małgosię? — spytał stryj tonem opiekuna.
— Tak... Nie... — wybełkotałem.
— Ach, więc kochasz Małgosię! — mówił już machinalnie, nie myśląc o tem, co mówi.
Potem podyktował mi znów całe zdanie, a nie mogąc dojść do tego, co napisane, huknął pięścią w stół, aż rozlał się atrament, pióro wypadło mi z ręki.
— To nie to, co myślałem! — wykrzyknął, potem przebiegł szybko, jak bomba, przez gabinet, popędził po schodach jak szaleniec, przeleciał ulicę Królewską i uciekł, niewiadomo w jakim kierunku szybko, ile mocy miał w nogach.