Strona:Juljusz Verne-Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni.pdf/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 83 —

szczęsnej, schwycił konwulsyjnie za rękę Filipa Fogga i w ręce tej uczuł nóż.
W tej chwili tłum się rozstąpił. Zaczęto kadzić tumanami upajającego dymu i odurzona tem ofiara zdawała się już nic nie czuć i niczemu nie oponować. Szła jakby uśpiona i bezwolna, tłumy fakirów otaczały ją, a okrzyki i gwar ludu mięszały się z uderzeniami bębnów i wrzaskliwemi tonami piszczałek.
Fanatyzm ogarnął tych bezrozumnych i lodem opancerzył ich serca.
Nie żałowali cudnej, młodej kobiety, jak kwiat zawcześnie więdnącej, nie odezwał się ani jeden głos przeciw temu barbarzyństwu, choć byli między tłumem i tacy, którzy mieli żony, córki i dzieci w wieku tej nieszczęsnej ofiary...
Dzikie oczy wypatrywały sceny śmierci, nienasycone okrucieństwo pożądało widoku tak rzadkiej a tak ciekawej zbrodni...
Zaś ona nie wiedziała już o niczem, nie czuła nic, szła po to aby wiosnę życia oddać w ofierze fanatyzmowi...
Filip Fogg rzucił się wraz z towarzyszami do ostatnich rzędów ciekawego tłumu. W dwie minuty potem byli już nad brzegiem rzeki i zatrzymali się mniej więcej o pięćdziesiąt kroków od stosu, na którym leżał trup starca.
W półcieniu spostrzegli bezwładną ofiarę, leżącą obok trupa męża.