Strona:Juljusz Verne-Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni.pdf/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 58 —

chu pana Fogga, że nie obiecał nagrody maszyniście, ażeby pędził prędzej.
Nie wiedział zacny chłopak, że to, co było możliwe na parowcu, w żaden sposób nie mogło się zastosować do pociągu.
Ku wieczorowi zbliżono się do gór Sutpur.
Nazajutrz 22-go października Passepartout na zapytanie brygadjera odpowiedział, że jest trzecia rano.
Sir Franciszek odpowiedział mu to samo, co niegdyś Fix, że różnica między czasem w Londynie, a tutejszym jest już kilkugodzinna. Starał się go nakłonić do uregulowania zegarka, ale namowa była bezużyteczna, Passepartout nie chciał zmienić nic w chromometrze, który służył całej jego rodzinie za wskaźnik czasu.
Była to niewinna manja, dla nikogo wszak nieszkodliwa.
O godzinie ósmej rano, przed stacją Rothalem, pociąg stanął pośród pustyni, z kilku zaledwie chatkami.
Konduktor stanął przed linją wagonów mówiąc:
— Pasażerowie wysiadają tutaj!
Filip Fogg spojrzał na brygadjera, który zdawał się nie rozumieć tego przystanku wśród obszernego i pustego pola.