Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie! — wykrzyknął Gilbert. — Zapomnieć, że przez niego matka mogła umrzeć.... ojciec być rozstrzelanym!...
— I ty także, Gilbercie, ty, którego nie spodziewałam się już zobaczyć! — odpowiedziała miss Alicya. Tak, on się dopuścił tego wszystkiego, ale teraz należy zapomnieć. Mówię ci to dlatego, że się lękam, iż pan Burbank nie zdoła zapanować nad sobą; więc gdybyś i ty nie mógł się hamować, to wasz krok byłby daremny. Ach, czemuż postanowiliście udać się bezemnie do Jacksonville!... Jabym działała słodyczą...
— A jeśli ten człowiek nie zechce odpowiadać? odezwał się znowu Gilbert, oceniając trafność zaleceń miss Alicyi.
— Jeśli nie zechce, wypadnie zostawić to sądowi, żeby go zmusił. Tu idzie o jego życie; więc gdy się przekona, że może je okupić otwartością, będzie mówił... Gilbercie, musisz mi przyrzec spokój... W imię naszej miłości proszę.. przyrzekasz?
— Przyrzekam, droga Alicyo, przyrzekam!... — odpowiedział Gilbert. — Pomimo wszystko, co uczynił ów człowiek, niechaj mi tylko odda siostrę i Zermę, a zapomnę...
— Dobrze, Gilbercie. Przeszliśmy straszne próby, ale to się skończy!.,.. Bóg nam wynagrodzi latami szczęścia te smutne dni, kiedy cierpieliśmy tak wiele!...
Gilbert uścisnął rękę narzeczonej, która uroniła kilka łez, — następnie rozstali się.