Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Idźmyż, panie Harvey, rzekła miss Alicya.
Ale p. Stannard nie chciał ich puścić, dopóki się nie dowie, czy nie zaszły nowe wypadki wojenne, o którychby wieść nie doszła do Camdless-Bay.
— Nic nie zaszło, przynajmniej w Jacksonville, odpowiedział p. Harvey. Flotylla federalna ukazała się w zatoce Ś-go Augustyna i miasto się poddało. Co do Saint-Johnu, to nie słychać o żadnym ruchu. Kanonierki wciąż stoją poniżej wału.
— Czy wody ciągle za mało, żeby go przebyć?
— Tak, panie Stannard, ale, dziś, będziemy mieli jeden z najsilniejszych przypływów z powodu porównania dnia z nocą. Woda przybierze około 3-ciej i może kanonierki będą mogły przepłynąć...
— Przepłynąć bez pilota, teraz, kiedy nie ma Marsa do kierowania niemi po kanale! odrzekła miss Alicya tonem, zdradzającym, że się nie może uczepić tej nadziei. Nie!.. To jest niepodobieństwem!.. Panie Harvey, ja muszę się zobaczyć z Texarem, a jeśli mię odepchnie, wypadnie nam wszystko poświęcić dla ułatwienia ucieczki Gilbertowi...
— Uczynimy to, miss Alicyo.
— Czy usposobienie umysłów nie uległo zmianie w Jacksonville? zapytał p. Stannard.
— Nie, — odparł p. Harvey. Łotrzy są tam ciągle panami, a Texar nimi kieruje. Ale uczciwi ludzie są oburzeni wymaganiami i pogróżkami komitetu. Trzeba więc tylko znaku życia, ze strony federalistów, na rzece, żeby się ten stan rzeczy zmienił.