Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W tej chwili, doszły uszu metyski czyjeś kroki wewnątrz budynku. Z razu przypuszczała, że to Indyanin w rondzie nocnym, wraca do swej izdebki; położonej na przeciw ich sypialni.
Zerma usłyszała wtedy kilka słów zamienionych pomiędzy dwoma indywiduami. Zbliżywszy się do drzwi nadstawiła ucha i doszedł ją głos Squamba a prawie zaraz potem i Texara.
Przeszedł ją dreszcz. W jakim celu Hiszpan pojawił się o tej godzinie, w forteczce? czy się chciał znowu dopuścić jakiego podstępu z metyską i dzieckiem? Czy je miał porwać z ich pokoju, przenieść do innej, jeszcze mniej znanej i mniej dostępnej kryjówki tej Czarnej Przystani. W jednej chwili wszystkie te przypuszczenia opanowały umysł Zermy... lecz energia wzięła w niej górę... Przytuliwszy się do drzwi, słuchała:
„Nic nowego? odezwał się Texar.
— Nic, panie, — odpowiedział Squambo:
— A Zerma?
— Nieodpowiadałem na jej pytania.
— Czy probowano dostać się do niej po ataku na Camdless-Bay?
— Probowano, ale daremnie“.
Odpowiedź ta objaśniła Zermę, że ją poszukiwano; ale kto?
— Jakim sposobem dowiedziałeś się o tem?
— Docierałem kilka razy aż do wybrzeża Saint-Johnu, — odpowiedział Indyanin i kilka dni temu,