Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żaden odgłos jej nie dochodził, w Czarnej Przystani panowała zupełna cisza. Należało stąd wnosić, że Floryda jeszcze nie należała do wojska Unii. Metyskę niepokoiło to w najwyższym stopniu. Jeśli James Burbank i jego towarzysze nie mogli działać, to przecież mogła się spodziewać interwencyi Marsa i Gilberta. Gdyby ich kanonierki opanowały rzekę, to oni by obszukali całe wybrzeża i potrafiliby dotrzeć aż do wysepki. Pierwszy lepszy z Camdless-Bay powiadomiłby ich o tem co zaszło, tymczasem nic nie wskazywało na zmianę na rzece. Co było także dziwne, że Hiszpan nie pokazał się jeszcze ani razu w forteczce, ani w dzień ani w nocy.
Przynajmniej Zerma nie zauważyła nic takiego, coby ją naprowadziło na to przypuszczenie. Jednakże, prawie wcale nie sypiała i długie bezsenne godziny upływały jej na wsłuchiwaniu się — do owej chwili, nadaremnem.
Zresztą, cóżby mogła uczynić, gdyby Texar przybył do Czarnej Przystani, gdyby ją powołał przed siebie? Czy by wysłuchał jej błagań albo pogróżek? Czy obecność Hiszpana nie przedstawiała raczej niebezpieczeństwa?
Wieczorem, 6-go marca, Zerma po raz tysiączny rozmyślała nad tem wszystkiem. Była to już 11 godzina; Dy spała dosyć spokojnie. W ich pokoiku panowała zupełna ciemność. Żaden odgłos nie dochodził z zewnątrz, prócz świstu wiatru, po przez spruchniałe tarcice blokhauzu.