Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kobieta i dziecko napotkałyby więc wielkie trudności w ucieczce. W razie, gdyby nawet Zerma zdołała zdobyć czółno, jekimże sposobem wydobyłaby się z tych zakrętów bez końca? Czego też nie wiedziała, to, że jedynie Texar i Squambo byli obeznani z przesmykami. Murzyni, zostający na usługach Hiszpana, nie wychodzili z forteczki, nigdy nie przekroczyli nawet jej murów i nie wiedzieli, gdzie są zatrzymani. Ażeby dostać się na wybrzeże Saint-Johnu, albo do bagien, przylegających do przystani od zachodu, musiałyby ryzykować, co pociągnęłoby niechybną zgubę.
Zresztą, przez następne dni, Zerma, rozpoznawszy sytuacją, nie mogła spodziewać się pomocy od niewolników Texara. Po większej części byli to murzyni na wpół zbydlęceni, nie budzący zaufania. Jakkolwiek Texar nie trzymał ich na łańcuchu, niemniej byli w niewoli. Dobrze żywieni produktami wysepki, oddani mocnym napojom, których im Squambo nie szczędził. Przeznaczeni tylko do strzeżenia blockhauzu i jego obrony w razie niebezpieczeństwa nie mieli powodu pragnąć innego życia.
Kwestja niewolnictwa, rozstrzygająca się o kilka mil od Czarnej przystani nie była tej natury, żeby ich roznamiętnić. Odzyskać wolność? Jaki by z niej zrobili użytek? Texar zapewniał im utrzymanie, a Squambo nieźle się z nimi obchodził, chociaż był to człowiek, któryby roztrzaskał głowę temu, coby ją śmiał podnieść do góry. Nie przychodziło im to