Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


starannie, jak gdyby dziewczynka znajdowała się w swoim ładnym pokoju w Castle-House, starając się przytem zabawić ją, opowiadaniem historyj. Potem Dy jadła trochę i Zerma towarzyszyła jej przy tem pierwszem śniadaniu.
„Teraz, moja droga, jeśli chcesz, to się przejdziemy po dziedzińcu...
— Czy tu jest pięknie w tej willi p. Harvey’a? zapytało dziecię.
— Czy tu pięknie? Nie; zdaje mi się, że to stara warownia!.. Ale są drzewa, jest woda, — jest gdzie przechadzać się... Zresztą, zostaniemy tu tylko kilka dni i, jeśli się nie będziesz bardzo nudziła, jeśli się grzecznie zachowasz, to mama będzie zadowolona.
— Dobrze, moja dobra Zermo, dobrze — będę grzeczną!
Drzwi od pokoju nie były zamknięte na klucz. Zerma wzięła dziecko za rączkę i obie wyszły. Znalazłszy się zrazu w mrocznem wnętrzu, po chwili wydostały się na pełnią światła pod sklepienie wielkich drzew, przez które przedzierały się promienie słoneczne.
Środek warowni nie był rozległy, tylko niecały akr, którego znaczną część zajmował blockhaus. Okalająca ją palisada nie pozwoliła Zermie rozpoznać położenia wysepki na tej lagunie. To tylko zdołała dejrzeć przez otwór, że ją oddziela dosyć szeroki mętny kanał, od sąsiednich wysepek.