Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dy patrzyła na Zermę, jak gdyby chciała powiedzieć.
„Czy to prawda?
— Tak odpowiedziała Zerma, dla uspokojenia dziecka, tak p. Burbank zalecił, żebyśmy go oczekiwały tutaj.
— Ale ci ludzie, co nas porwali w swojem czółnie?.. powiedziała znowu dziewczynka.
— To są słudzy p. Harvey’a moja najdroższa!.. Wiesz, pana Harveya, przyjaciela twego papy, który mieszka w Jacksonville!.. Jesteśmy w jego willi, w Hampton-Red!
— A mama, a Alicya, które były z nami, dla czego ich tu niema?..
— Pan Burbank ich zawołał w tej chwili, kiedy miały wsiąść do czółna... przypomnij sobie...
Jak tylko ci źli ludzie zostaną wygnani z Camdless-Bay, to zaraz tu kto po nas przybędzie!..
Nie płaczże... nie płacz... Nie bój się już, moja najdroższa, nawet jeśli zostaniemy kilka dni! Jesteśmy tu tak dobrze ukryte!.. Chodź, ubiorę cię...
Dy wpatrywała się uporczywie w Zermę i pomimo słów metyski z usteczek jej wyrwało się ciężkie westchnienie. Wbrew zwyczajom, po przebudzeniu się, nie zdołała rozjaśnić twarzyczki uśmiechem, należało więc przedewszystkiem zająć ją, rozerwać. Zerma gorliwie wzięła się do tego. Ubrała Dy tak