Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XV.
Dwaj bracia.

Położenie stało się rozpaczliwem. Jak się przedostać? Nawet śmiały pływak zaryzykowałby życie, próbując przebyć kanał wpław.
Prawda, że od jednego do drugiego brzegu było tylko jakie sto kroków, ale bez czółna było niepodobieństwem przepłynąć tę przestrzeń. Trójkątne głowy sterczały tu i owdzie z wody trawy chwiały się pod szybkiem ślizganiem się płazów.
Mała Dy, zdjęta strachem, tuliła się do Zermy. Ach, gdyby dla ocalenia dziecka wystarczyło rzucić się pomiędzy te potwory, które opasałyby ją niby olbrzymi mięczak, o tysiącach macek, metyska nie wahałaby się ani chwili.
Ale chyba opatrznościowa okoliczność mogła wyratować biedną Dy. Okoliczność tę jeden tylko Bóg mógł stworzyć. Zerma w Nim tylko jednym miała ucieczkę. Ukląkszy na wybrzeżu, błagała Tego, któ-