Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


gnęła się aż do skraju kanału, tylko o kilka yardów od miejsca, w którem powinno się było znajdować czółno.
Zerma postanowiła zagłębić się w tę gąszcz roślinności i natychmiast zamysł ten przyprowadziła do skutku. Weszły pomiędzy wysokie krzewy, których liście zasłoniły je całkowicie. Co się tyczy szczekania psa, to tego nie było już słychać.
To przemykanie się przez gęstwinę kosztowało dosyć trudu. Trzeba było przedostawać się przez łodygikrzaków, zostawiających bardzo ciasne przejście. Niebawem Zerma miała odzież poszarpaną i ręce zakrwawione, ale nieuważała na to, byleby dziecka nie kaleczyły te długie ciernie. Odważna metyska niczem nie zdradziła cierpienia. Pomimo jej zabiegów, dziewczynka otrzymała kilka ran na rękach i ramionach, lecz nie krzyknęła, nie wydała nawet najmniejszego jęku.
Jakkolwiek przestrzeń do przebycia wynosiła około 60 yardów, upłynęło jednak pół godziny, zanim dotarły do kanału.
Zerma zatrzymała się wtedy i z pomiędzy trzcin wyjrzała w stronę wigwamu, a potem w kierunku lasu.
W lesie nie było nikogo. Na przeciwnym brzegu tak że nic nie wskazywało obecności Texara i jego towarzyszów, którzy musieli być ztąd o milę lub dalej i mogli powrócić dopiero za kilka godzin.
Jednakże Zerma nie mogła przypuszczać, że ją.