Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak, wkrótce... — powtórzyła Zerma. — Jeśli nie ucieczka, to śmierć ją wyzwoli!
Hiszpan, wypuściwszy zwolna kłęb dymu, odrzekł tylko:
— Dziecko przyjdzie do siebie po kilkodniowym wypoczynku i liczę na to, że dzięki twojej pieczołowitości, Zermo, to drogocenne życie będzie nam przechowane.
— Nie, powtarzam ci, Texarze: niezadługo dziecko umrze i to bez żadnej korzyści dla ciebie!
— Bez korzyści, kiedy ją trzymam zdała od umierającej matki, od ojca i brata, pogrążonych w rozpaczy!
— Prawda! — rzekła Zerma. — Jesteś więc dostatecznie pomszczony i, wierzaj mi, że byłoby korzystniej dla ciebie oddać dziecię rodzinie, aniżeli zatrzymywać je tutaj.
— Co przez to rozumiesz?
— To, żeś dosyć już zadał cierpień Jamesowi Burbankowi i, że teraz powinieneś mieć na względzie własny interes...
— Mój interes?...
— Nie inaczej, Texarze... — odpowiedziała Zerma zapalając się. — Plantacja Camdless-Bay została zniweczona, pani Burbankowa jest umierająca, może już nie żyje, w chwili kiedy mówię z tobą, jej córka znikła, a ojciec daremnie usiłuje trafić na jej ślad. Wszystkie te zbrodnie zostały spełnione przez ciebie, Texarze, wiem! Mam prawo powiedzieć ci to w oczy!