Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dla tego, nie można było uszczuplać sił Południowców, rozłożonych od Jacksonville aż do granicy georgijskiej. Później, byłby na to czas, żeby ścigać Seminolów ośmielonych wojną domową do tego stopnia, że się wkraczali na te północne terytorya, z których, mniemano, że są na zawsze wygnani. Wtedy, niepoprzestanoby na wyparciu ich do bagnisk w Eweryla lecz wyrżnięto by ich co do jednego.
Tymczasem, niebezpiecznie było zapuszczać się na terytorya położone na zachodzie Florydy i gdyby James Burbank skierował kiedy w tę stronę poszukiwania, byłoby to przysporzeniem niebezpieczeństw nieodłącznych od podobnej expedycyi.
Czółno zbliżyło się do prawego brzegu rzeki. Squambo, wiedząc, że jest na wysokości Czarnej Przystani, do której wpadają wody Saint-Johnu, przestał się lękać potknięcia o jaką rafę.
Dla tego też w 5 minut później, czółno wsunęło się pod ciemne sklepienie z drzew, gdzie panowała głębsza jeszcze pomroka niż, na powierzchni rzeki.
Jakkolwiek Squambo był doskonale obeznany z zasadzkami tej laguny, nie podołałby im w takich warunkach.
Ale ponieważ nie mógł już być dostrzeżony, czemużby sobie nie rozjaśnił drogi? Uciąwszy żywiczną gałąź z drzewa, rosnącego na wybrzeżu, za-