Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tu słaby okrzyk wyrwał się z piersi dzieweczki. Zerma zasłoniła jej ręką usta, w chwili, kiedy palce Indyanina zbliżały się do jej szyi. Oficer stojący na pomoście Steam-boasu, nic nie usłyszał.
— Czy strzelano z armat do Camdless-Bay zapytał?
— Wątpię.
— Więc cóż znaczyły te trzykrotne wystrzały jakieśmy słyszeli i które zdawały się wychodzić ze strony Jacksonville?
— Nie mogę na to odpowiedzieć.
— A zatem Saint-John jest jeszcze wolny od Picolata aż do swego ujścia?
— Zupełnie wolny i możecie płynąć na dół; nie grożą wam kanonierki.
— Dobrze — w drogę!“
Rozkaz został przesłany machinie i Steam-boat miał już pomknąć dalej.
— Poproszę jeszcze o pewne objaśnienie, rzekł Squambo do oficera.
— O jakie?
— Noc jest bardzo ciemna... Nie mogę rozpoznać miejsca... Może mi pan powiesz, gdzie jestem?
— Na wysokości Czarnej Przystani.
— Dziękuję.
Gdy się czółno Indyanina oddaliło na kilka sążni, brzask rzucał już różowe blaski na powierzchnią rzeki. Steam-boat zwolna zniknął w ciemnościach, zostawiając za sobą wodę silnie zmąconą potrącaniem jego ogromnych kół.