Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pierw więzione. Tam, od dwóch tygodni przeszło, Texar i jego wspólnicy ukrywali je tak głęboko, że nie pozostawało żadnego śladu.
James Burbank z Stannardem, a później Gilbert i Mars, dziesięć razy płynęli rzeką na wysokości tej laguny, nie domyślając się, że stary blokhaus służy za schronienie ofiarom.
Ponieważ nie mieli powodu do zatrzymywania się w tem miejscu i pilno im było rozpocząć poszukiwania o kilkaset mil dalej, w kierunku południowym, statek ominął Czarną Przystań.
Do pierwszego posiłku zasiedli wszyscy razem.
Byli oni zaopatrzeni w żywność na dwadzieścia dni, w beczki do przewożenia produktów spożywczych, gdy im wypadnie puścić się lądem, oraz niektóre przedmioty do obozowania podczas wypoczynków dziennych lub nocnych w gęstych lasach, jakiemi są pokryte nadbrzeżne terytorja Saint-Johnu.
Około jedenastej, chociaż morze odpłynęło, pomyślny wiatr nie przestał dąć; mimo to należało uciec się do wioseł, ażeby nie zwolnić biegu. Statek, party krzepkiemi rękami murzynów, posuwał się szybko w górę rzeki.
Mars stał, milczący, u steru i pewną ręką manewrował pośród wytworzonych przez wyspy i wysepki odnóg na środku Saint-Johnu. Trzymał on się przesmyków, w których prąd był mniej gwałtowny. Nigdy się nie omylił co do żeglowności odnogi i nie narażał statku na to, aby osiadł na mieliźnie, gdy