Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Statek, jeden z największych w Camdless-Bay, mógł dowoli zwinąć żagiel, który ułatwiał mu, w razie pomyślnego wiatru, przemykanie się przez zakręty kanału. Był on zaopatrzony w dostateczną ilość broni i amunicji, tak, że James Burbank i jego towarzysze nie potrzebowali się lękać band seminolów, oraz popleczników Texara. Istotnie należało przewidywać wszystko, co mogło stanąć na przeszkodzie wyprawie.
Nastąpiła wreszcie chwila pożegnania. Gilbert ucałował miss Alicję i James Burbank uściskał ją również, jak gdyby już była jego córką.
— Ojcze... Gilbercie... — rzekła — przywieźcie małą Dy!... Przywieźcie tę moję siostrzyczkę...
— Dobrze, droga Alicjo! — odpowiedział młody oficer — dobrze!... Przywieziemy ją przy pomocy boskiej.
P. Stannard, miss Alicja, oficjaliści i Pyg zostali w porcie Camdless-Bay, podczas gdy odwiązywano statek. Wszyscy przesłali mu ostatnie pożegnanie w chwili, kiedy, porwany wiatrem północno-wschodnim, dzięki przypływowi, szybko znikał za przystanią Marino. Było wtedy około szóstej rano. W godzinę potem statek wymijał wioskę Mandaryna, o dziesiątej zaś, bez pomocy wioseł, dotarł do wysokości Czarnej Przystani.
Serce im biło, gdy mijali lewy brzeg rzeki, poza który sięgały wody w czasie przypływu; tam, poza temi zaroślami z trzcin, Dy i Zerma były naj-