Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zerma zachowała w pamięci to imię, mówiąc sobie jednak, że Squambo ma interes w zatajeniu prawdy.
— Skąd wypłynąłeś?
— Z Jaksonville.
— Czy zaszło tam co nowego?
— Nie.
— Nic nie słychać o flotylli Dupont’a?
— Nic.
— Nie było żadnych o niej wiadomości od czasu ataku na Fernandinę i na fort Chinch?
— Nie, ani jedna kanonierka nie przepłynęła przez przesmyki Saint-John?
— Co znaczyły te błyski, cośmy widzieli, te wystrzały, co nas dochodziły z Północy, podczas kiedy statek nasz stał, czekając przypływu?
— To był atak na plantacyą Camdless-Bay dzisiejszej nocy.
— Atak Nordzistów?
— Nie! milicyi Jacksonvilskiej. Właściciel chciał się oprzeć rozkazom komitetu...
— Dobrze.. Dobrze! To ten James Burbank... ten wściekły abolicyonista!...
— Tak ten sam.
— I jakże się skończyło?
— Niewiem... Widziałem to tylko wymijając czółnem... Zdawało mi się, że wszystko jest w płomieniach!“