Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jeśli nie Texar, to któżby się dopuścił tego przestępstwa? — powtarzał Gilbert.
— Może jego ludzie, podczas gdy go nie było w Jacksonville — odpowiedział p. Stannard.
— Inaczej nie można przypuszczać — dorzucił Edward Carrol.
— Nie, mój ojcze... nie, panie Carrol! — zapewniała miss Alicja. — Texar był na statku, którym uwożono naszą, biedną Dy! Widziałam go... poznałam go w chwili, kiedy Zerma krzyknęła: Texar!.. Widziałam go!.. Widziałam go!
Cóż można było odpowiadać na tak stanowcze twierdzenie młodej miss? Wciąż powtarzała w Castle-House to, na co przysięgała przed radą wojenną. A jednak, jeśli ją wzrok nie omylił, to jakim sposobem hiszpan mógł się podówczas znajdować pomiędzy więźniami w Fernandinie?
Było w tem coś zagadkowego; jednakże, choć inni mogli powziąć wątpliwość, Mars nie zachwiał się ani na chwilę. Nie siląc się nawet na rozwiązanie zagadki, postanowił szukać Texara, z tem przekonaniem, że, znalazłszy go, będzie umiał wydobyć zeń tajemnicę, choćby mu przyszło uciec się do tortur.
— Masz rację, Marsie — odpowiedział Gilbert — ale w ostateczności trzeba się obejść bez tego nędznika, gdy niewiadomo, gdzie się podział... Rozpocznijmy znów poszukiwania... Pozwolono mi nie wracać, dopóki tu będę potrzebny... więc zaraz jutro...