Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znajdują się już na rzece, pod dowództwem komendanta Stevensa.
— Na rzece! i jeszcze nie zawładnęły Jacksonvillem?... — wykrzyknął pan Stannard.
— Musiały się zatrzymać przy tamie, o 4 mile poniżej portu.
— Kanonierki zatrzymały się, — rzekł James Burbank, — a z jakich powodów? czy nie mogły zwalczyć jakiej przeszkody?...
— Tak, mój ojcze, — odpowiedział Gilbert, — zatrzymały się dla braku wody. Trzeba dosyć znacznego przyboru, żeby się dało przebyć tę tamę; a i wtenczas będzie to rzecz trudna. Mars zna doskonale kanał, więc on ma być pilotem.
— Czekać!... Ciągle czekać! — wykrzyknął James Burbank, — ile dni?...
— Najwyżej trzy; a może tylko 24 godzin, jeżeli wiatr od morza wpędzi wody do ujścia.
Trzy dni, albo 24 godzin. Jakże ten czas wyda się długi mieszkańcom Castle-House! Jeśli południowcy zmiarkują, że im się nie uda obronić miasta, jeśli je opuszczą tak samo, jak uczynili z Fernandiną, z fortem Clinch, oraz innemi punktami Georginii, jako też i Florydy północnej, — czy Texar nie umknie wraz ze swymi adhorentami? Gdzież go będzie można szukać wtedy?
Jednakże napastować go w chwili, kiedy jest wszechwładnym w Jacksonville, kiedy pospólstwo po-