Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Słuszność tych rad uznali wychodźcy, i co rozumniejsi natychmiast zaczęli zbierać się w gromady i tworzyć oddzielnie kolonje. Jedni wyruszali daleko w głąb wyspy, gdzie ogromne obszary łąk nęciły ich, jako wyborne pastwiska dla różnych gatunków bydła i trzody. Inni udawali się w górę rzek i strumieni, gdzie znajdywali ziemię nadzwyczaj podatną do uprawy pod zboża i warzywa. Inni jeszcze dążyli, aby osiąść na szerokich wybrzeżach wyspy, okrytych nieprzebytemi pierwotnemi lasami, i postanowili zająć się myśliwstwem i rybołówstwem.
Wszystkim tym ludziom Kaw-dier, Rhodes i Hartlepool nie szczędzili rad dobrych, wszystkim wydawali ze składów przyrządy i zapasy żywności, aby mieli czem się zagospodarować i na początek jako tako wygodnie życie sobie urządzić.
Bogactwa naturalne wyspy okazywały się z dniem każdym coraz to większe.
Wychodźcy nie wątpili, że z czasem we wnętrzu gór znajdą djamenty, złoto i srebro, a obok nich i mniej cenne, ale pożyteczne produkty kopalne, jak żelazo, ołów, sól, siarka i t. p.
Nie upłynęło miesiąca czasu, a w miejscu, gdzie dawniej nad niewielką zatoką morską skupiały się setki emigrantów, pozostało ich tylko około osiemdziesięciu.
Wśród nich znajdowali się także Rhodes