Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przycichłe dotychczas sympatje i antypatje osobiste i narodowe odezwały się z całą siłą. Kłócili się Niemcy z Francuzami, Japończycy, których było pięciu, z Chińczykami, których było trzech, Hiszpanie z Holendrami, Belgijczycy z Włochami, słowem zapanowała iście piekielna wrzawa.
Spłoszone ptaki morskie, jakby dziwiąc się tej nigdy niesłyszanej w tych stronach wrzawie, przelatywały w powietrzu, dążąc w głąb wyspy, zwierz dziki mknął przez gęstwiny, uciekając od tych miejsc, w których niedawno jeszcze panowała uroczysta, niczem, prócz wichru i burzy, niezamącona cisza i spokój.
Nazajutrz po tej nocy przepędzonej na pijatyce, Rhodes i Hartlepool sądzili, że koloniści wezmą się do zajęć i pracy, lecz się omylili.
Spali wszyscy prawie do południa, poczem rozpoczęli nowe zabawy, gry i śpiewy. Kieliszki i szklanki krążyły z rąk do rąk. Co najlepsze zapasy żywności, które uratowane z «Jonatana», pozostały jeszcze, teraz rozpakowano i rozdano wszystkim. Rozpoczęła się znowu uczta, która trwała do późnej nocy, zakończona znowu kłótnią, nawet bijatyką.
I tak było codzień od czasu ogłoszenia wyspy Hoste za ogólną własność rozbitków «Jonatana». Po kilku dniach zapasy napojów alkoholowych w znacznej części się wyczerpały,