Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ocaleni!... Jesteśmy ocaleni!... Okręt... okręt przybywa! — słychać było radosny okrzyk na całem wybrzeżu.
Kto tylko mógł z pośród emigrantów wybiegał nad morze i cieszył się widokiem przybywającego statku.
Nigdy może żaden okrzyk nie sprawił takiej radości, jak ten jeden wyraz «Okręt».
A więc skończą się chwile niepewności i pobytu na nieznanej wyspie!... Wkrótce wychodźcy znowu będą połączeni ze światem. Przybywający okręt zabierze ich na swój pokład i zawiezie, gdzie sobie życzyć będą. Ten okręt to dla nich wybawienie.
P. Rodes i Hartlepool z ciekawością spoglądali w stronę południową horyzontu, gdzie widać było przybywający statek z wywieszoną banderą rzeczypospolitej chilijskiej.
Szukając bezpiecznego do wylądowania miejsca, statek szerokiem półkolem opłynął wyspę Hostę. Wreszcie pod wieczór już było, gdy zbliżył się do brzegu na taką odległość, że można było wylądować i można było mu się dobrze przyjrzeć.
Był mały, bardzo mały.
Niebawem wysiadł z niego kapitan, otoczony kilku ludźmi załogi. Naprzeciw nim poruszył się cały tłum wychodźców.
Rozległy się tysiączne zapytania, dlaczego kapitan przypłynął na tak małym statku, na