Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie brakuje i kuchni, pieców, nawet trochę mebli, o wszystkiem pomyślano, wszystkie potrzeby wychodźców, mających zakładać osadę wśród obszarów bezludnych przewidziano i postarano się naprzód brakom zapobiedz, a czego nam brak, to wykonają nasi rzemieślnicy, przecież drzewa mamy poddostatkiem.
— Tak — potwierdził Kaw-dier — jestto bez zaprzeczenia wielkie szczęście dla rozbitków, że prawie cały ekwipaż «Jonatana» udało nam się ocalić.
Niektórzy wśród wychodźców, a na ich czele kucharz nazwiskiem Sirdey, majtek Kenedy i dwaj krawcy Furster i Jackson, niechętnem okiem spoglądali na Kaw-diera i jego zarządzenia. Sirdey utrzymywał, że można było część rozbitków przewieźć do Punta Arenas, gdzie znaleźć mogli większe wygody, lepszy klimat i opiekę rządu chilijskiego.
Nie bacząc na przestrogi Kaw-diera, Sirdey, podburzywszy i namówiwszy kilkunastu ludzi, dostał się pewnego ranka potajemnie do miejsca, gdzie wśród skał nadmorskich stała szalupa, wsiadł do niej i oddając ster Kennedemu, niezwłocznie odpłynął na wątłym stateczku na morze.
— Jeśli ten głupi Indjanin mógł się dostać na tej szalupie do Puntu-Arenas i wrócić do nas — mówił Sirdey do Kennedego — to dlaczegóż my nie mielibyśmy tego dokonać? Odwagi