Strona:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No, pana liczyć nie można... Pan jesteś tutaj władzą, zwierzchnikiem.
— Daruj pan — odrzekł żywo były właściciel «Jonatana», ale od tej chwili dowódcą jesteś pan i możesz rozkazywać szesnastu posłusznym ci ludziom.
— Jakiem prawem?
— Prawem słuszności. Dowództwo składam w pańskie ręce ja, dotychczasowo dzierżący władzę. Gdybym tę władzę zatrzymywał obecnie, postąpiłbym nieuczciwie, gdyż nie znam warunków tej ziemi, na którą nas los rzucił. Pan zaś od chwili, gdy burza rozbiła «Jonatana,» faktycznie jesteś wodzem naszym i dzięki twoim zarządzeniom większa część załogi okrętowej ocalała. Gdy myśmy potracili głowy, gdy burza miotała okrętem, gdy ciemność nocy zasłoniła nam drogę, twoje zjawienie się wtedy było dla nas ocaleniem od niechybnej śmierci. Od tej chwili my widzimy w tobie jedynego człowieka, który nam może rozkazywać i którego rozkazy w obecnych warunkach zapewniają nam bezpieczeństwo życia.
Kaw-dier przez chwilę się wahał, poczem rzekł głosem silnym:
— Zgoda!.. Przyjmuję to dowództwo, sumienie inaczej postąpić mi nie pozwala.
— Dzięki ci za to, panie! — rzekli prawie jednogłośnie Harry, Rodes i ucieszony Hartlepool.